piątek, 26 września 2014

Powitanie

I zaczęło się.
Jestem studentką.
Wyprowadziłam się z domu. Zabrałam ze sobą niewiele rzeczy. Mój pokój w domu jest zagracony. Teraz chcę czegoś zupełnie odwrotnego.
Pierwsza integracja z współlokatorką całkiem udana, trochę pijana, trochę zadymiona. Dobry Duch, gotowy do pomocy i mądrzejszy ode mnie też się znalazł. Nie mam tu na myśli pani sekretarki ;D
Pierwsze wrażenie, kiedy zobaczyłam moją grupę... Mam nadzieję, że w poniedziałek będzie lepsze. Wydaje mi się, że wszyscy się znają i są przekonani o swoim poczuciu misji... Ja borykam się z tym problemem, że wcale nie jestem pewna na 100%, że to mój kierunek. Czy mnie nie wyrzucą? Podobno nie wyrzucają, ale w końcu nie jestem ani przesadnie ambitna ani nie przepadam za naukę. Czy po roku nie zrezygnuję?
Sama nie wiem. Pojawiły się już jakieś sylabusy. Trzeba zacząć się uczyć (chyba). Na razie cieszę się, że nie mam zajęć po nocach (czyli rano ;p).
Ciągle pamiętam, że jestem tutaj tylko dlatego, że ktoś wyłożył "grube dolary" = studia niestacjonarne. Jestem trochę wdzięczna, a trochę smutna, że chowam taki głupi sekret w rękawie. 
Życzę nam wszystkim wytrwałości i nie będę przynudzać ;)